Których składników unikać, a które tylko groźnie brzmią?

Treści z opakowań produktów spożywczych stanowią dla konsumentów nie lada wyzwanie. W ich składach nie brakuje dziwnie brzmiących nazw, pod którymi kryją się… no właśnie, co? To zagadka, którą trudno rozwiązać bez wsparcia specjalistów – tych jednak nie zabierzemy ze sobą na zakupy. Konsumenci stawiani są więc przed koniecznością odszyfrowywania etykiet, które powinny przecież pełnić rolę podstawowego źródła informacji o jakości i składzie tego, co trafia na nasz stół.

Jak czytać etykiety, by wyczytać z nich to, co ważne? Czy każdy składnik o trudnej nazwie jest niebezpieczny dla zdrowia? I wreszcie: czy któreś z  nich powinny być dla nas ostrzeżeniem przed zakupem produktu? Odszyfrujemy dla Was kilka zagadek z etykiet!

Węglan sodu (E500), wodorowęglan sodu (E500b) – to nazwy, pod którymi kryją się soda i soda oczyszczona. Dodaje się je do produktów spożywczych w celu ich spulchnienia (ciasta), kontrolowania poziomu kwasowości (śmietana, sery) i przeciwdziałania zbrylaniu (budynie, mleko w proszku). Stosowanie węglanu i wodorowęglanu sodu nie jest limitowane, ale jeśli podlega zasadzie „quantum satis” (czyli potrzebnej, dostatecznej dawki), nie powinno stanowić zagrożenia dla zdrowia. Ilości sody, które znajdziemy w żywności raczej nam więc nie zaszkodzą – reakcję alergiczną może wywołać bezpośredni kontakt z większą ilością czystej substancji – ale, jak ze wszystkim, warto zachować umiar w ich spożywaniu.

Koszenila, kwas karminowy (E120) – to naturalny barwnik produkowany z… suszonych owadów, najczęściej czerwców kaktusowych. Pozwala uzyskać ciemnoczerwoną barwę, szczególnie pożądaną w cukiernictwie (znajdziemy ją w galaretkach, czekoladach, żelkach, cukierkach i sokach). Choć nie jest syntetykiem, jej stosowanie może budzić pewne kontrowersje. Produkty barwione koszenilą pochodzącą z żywych organizmów, a więc nie są wegańskie. Etykiety nie informują jednak czym dokładnie jest koszenila, która mimo naturalnego pochodzenia może być szkodliwa dla organizmu. Szczególną ostrożność wobec tego składnika powinny zachować osoby ze skłonnością do alergii i astmatycy – odnotowano u nich przypadki ostrej reakcji anafilaktycznej.

Guma guar (E412) – z widzenia znają ją pewnie fani dżemów i jogurtów, ale gumę guar znajdziemy również w mleczku kokosowym, pieczywie, serkach i wyrobach cukierniczych. Choć straszy nazwą (której nie kojarzymy się z naturalnym surowcem), jest całkowicie bezpieczna dla zdrowia. Guma guar to – wbrew skojarzeniom – naturalny (uzyskiwany z rośliny strączkowej Cyamopsis tetragonolobus L.) cukier złożony, pełniący funkcje zagęszczające, emulgujące i stabilizujące. Choć najczęściej stanowi część składu produktów dostępnych na rynku, guma guar to również samodzielny produkt, który bez obaw możesz wykorzystywać w kuchni do zagęszczania i żelowania potraw.

Etylowanilina – to syntetyczny aromat wzmacniający smak produktów. Ma przypominać wanilię lub pozyskiwaną laboratoryjnie wanilinę, której budowa chemiczna jest identyczna z naturalną. Etylowanilinę rozpoznamy po zapachu – jest słodki i znacznie silniejszy od woni waniliny. Czy to bezpieczny składnik? Tak. Dodatki do żywności (szczególnie te syntetyczne) są dokładnie badane przed wprowadzeniem na rynek: za pomocą konkretnych ustaw określa się, jakie ich ilości mogą trafić do produktów spożywczych, by żywność nie zagrażała naszemu zdrowiu. Warto mieć jednak świadomość, że waniliowy aromat i smak, który znamy z ulubionych produktów może nie mieć wiele wspólnego z naturalnością. Jeśli zależy Ci na unikaniu syntetyków w żywności, szukaj produktów zawierających wanilię (przez jedno „n”).

Ryboflawina (E101) – brzmi groźnie? Nic dziwnego! Nawet tak wartościowy związek jak witamina B2 (bo o niej tutaj mowa) oznaczona symbolem E budzi negatywne skojarzenia. Ryboflawina występuje naturalnie w wielu produktach, a w przemyśle spożywczym wykorzystywana jest jako żółty barwnik. Znajdziemy ją w napojach, przyprawach, musztardach i koncentratach, ciastkach oraz zalewach. Ryboflawina nie ma wobec nas złych zamiarów, a jej nadmiar wydalany jest z moczem. Niebezpieczne dla zdrowia bywają z kolei jej niedobory: witamina B2 odpowiada między innymi za prawidłowe funkcjonowanie naszego układu nerwowego.

Ksylitol (E967) i erytrytol (E968) – substancje słodzące pochodzenia naturalnego: ksylitol to cukier brzozowy, a erytrytol wytwarzany jest przez drożdże. Bywa, że ich nazwy wywołują niepokój, ale jest on nieuzasadniony. Oba składniki są bezpieczne dla naszego zdrowia, a co więcej – wspierają niektóre funkcje organizmu. Ksylitol ma właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, a erytrytol wykazuje działanie antyoksydacyjne. Oba składniki przeciwdziałają próchnicy. Warto szukać produktów, które mają w składzie ksylitol i erytrytol, ale także tutaj konieczny jest umiar – cukier brzozowy spożywany w nadmiernych ilościach może wywoływać biegunki.

Kwas askorbinowy (E300) – to nic innego jak witamina C występująca w produktach w roli konserwantu o właściwościach przeciwutleniających. Przedłuża trwałość tłuszczów, owoców i warzyw oraz przetworów, chroni żywność przed przebarwieniami, zakwasza produkty i stabilizuje ich kolor. Choć jest dodatkiem produkowanym syntetycznie, jej działanie na organizm jest identyczne z działaniem naturalnej witaminy C. Spożywanie kwasu askorbinowego nie wywołuje skutków ubocznych – jest on całkowicie niegroźny dla naszego organizmu. Także w tym przypadku mamy do czynienia ze składnikiem, który straszy wyłącznie nazwą.

 

Wnioski? Nie wszystko jest tym, czym wydaje się nam na pierwszy rzut oka! Na etykietach znajdziemy składniki, które pomimo skomplikowanej nazwy, nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. Rozsądne podejście to zachowanie umiaru i świadomość tego, że każda żywność spożywana zbyt często i w dużych ilościach może wywołać negatywne reakcje organizmu (alergie, wzdęcia, biegunki etc.). Warto również wystrzegać się podziału na „dobre naturalne” i „szkodliwe syntetyczne” surowce: wśród jednych i drugich zdarzają się składniki, których spożywanie może przełożyć się na niepożądane objawy.